Gdzie Pani mieszka, tworzy, pracuje?
Mieszkałam w wielu
miejscach w Polsce i za granicą, co kilka lat się przeprowadzałam i
dużo podróżowałam, najdłużej mieszkałam w Warszawie. Obecnie mieszkam w
podwarszawskiej Magdalence, gdzie przepiękna okolica, lasy i natura
sprzyjają komponowaniu i pracy twórczej.
Jakie warunki dla rozwoju światowej sławy jazz woman daje Pani Polska?
Polska
ma swoje plusy i minusy tak, jak każde miejsce na Ziemi. Podoba mi się
emocjonalność Polaków, nasza otwartość i ciepło, umiejętność dobrej
zabawy, ale także kreatywność i zmysł improwizacji. Mamy w Polsce także
świetnych muzyków obdarzonych niezwykłym talentem. Opinia o polskim
jazzie jest bardzo wysoka.
W Polsce udało mi się utworzyć zespół
Krzysia Górniak Band. W ramach projektu współpracuję ze wspaniałymi i
kreatywnymi muzykami: Zdzisławem Kalinowskim (piano), Filipem Sojką
(bass) i Przemkiem Knopikiem (perkusja).
Polska to kraj o bardzo
dużym potencjale muzycznym, nie obywa się jednak bez pewnych problemów.
Nasze firmy fonograficzne praktycznie nie mają w Europie Zachodniej
rynków zbytu. Poza tym media w Polsce skoncentrowane są w tej chwili na
produkcji tzw. gwiazd, które oprócz tego, że tymi gwiazdami są, niczego
sobą nie reprezentują. Profesjonalizm i kompetencje muzyka są rzadko
tematem artykułów w poczytnej prasie. Z kolei stacje radiowe prawie
wcale nie promują nowej polskiej muzyki. Jeśli chodzi o promocję mojej
muzyki w świecie, to muszę radzić sobie sama, wysyłając oferty,
nawiązując nowe kontakty, grając na festiwalach i w salach koncertowych
Europy. Być może jednak właśnie dzięki tym trudnościom mam jeszcze
większą motywację do pracy, a moja twórczość jest tak świeża i pełna
energii.
Spędziła Pani wiele czasu w Austrii uczęszczając do
klasy gitary Uniwersytetu Muzycznego i Sztuki Dramatycznej w Grazu. Jak
wspomina Pani czas spędzony na emigracji? Tęsknoty, rozczarowania, ale
też fascynacje - nie tylko muzyczne...
Mieszkałam w Austrii
przez 6 lat. Wydział Jazzu na Uniwersytecie w Grazu w tamtym okresie
był godny polecenia. Szkoła prowadziła współpracę z Berklee College of
Music i dzięki temu do Grazu przyjeżdżali światowej sławy muzycy.
Udział w workshopach i samo obcowanie z wybitnymi artystami działały na
mnie, jako na młodego muzyka, bardzo inspirująco. W tamtym czasie
grałam z muzykami z różnych krajów. Założyłam międzynarodowy zespół, z
którym nagrałam pierwszą płytę „Tales”. Doświadczenie, jakie zdobyłam
grając przez 3 lata w big-bandzie i nagrywając w profesjonalnym studio,
jest nie do przecenienia.
Czas spędzony za granicą nauczył mnie
wiele o mnie, jako o osobie. Kraj, tak nieprzychylny cudzoziemcom jak
Austria, ćwiczy charakter i stawia wymagania.
Mieszkała Pani za granicą, koncertuje na całym świecie. Co sprawia, że na stałe związała się Pani z Polską?
Emigracja
uczy pokory i dystansu względem siebie, wobec kraju, w którym mieszkasz
i wobec miejsca, z którego pochodzisz. Polska, mimo, że jest kraj
wielkich wad, wciąż jest moim rodzinnym krajem, do którego zawsze będę
wracać. Obecnie znając języki można pracować w wielu miejscach na
świecie. W dobie internetu, gdzie praktycznie cały świat leży w zasięgu
ręki, po kliknięciu myszą, wszystko jest prostsze.
W Pani
muzyce nie jest trudno odnaleźć inspiracje wieloma kulturami i
rodzajami muzycznymi... Do motywów jakiej kultury sięga Pani
najchętniej?
Inspiruję
się wieloma nurtami muzycznymi. Jazz zawiera w sobie wielkie bogactwo
różnych gatunków muzyki, a podstawą gatunku jest improwizacja. Obecnie
w muzyce następuje ciągła wymiana stylów, mamy możliwość czerpania
motywów z wielu regionów świata. Na moich płytach można usłyszeć
nawiązania do muzyki klasycznej, do folkloru, do cool jazzu, do hot
jazzu, do swinga, do bossy. Przenikanie się i uzupełnianie są obecne w
muzyce na stałe. To, co gramy to po prostu ekspresja naszych emocji i
osobowości. To one przede wszystkim określają sposób prowadzenia
improwizacji. Słuchacz wie i czuje, kiedy jest ona zadziorna czy
nerwowa, a kiedy spokojna, stonowana i ciepła. Na koncertach bardzo
wiele zależy od uczuć danej chwili. Takie emocje jak miłość, szczęście
czy gniew budują poezję kompozycji.
Czy polskie
brzmienia mogą inspirować twórcę jazzowego? Jakie dźwięki, barwy i
motywy w Pani muzyce można nazwać prawdziwie polskimi?
W mojej
muzyce nawiązuję, rzecz jasna, do polskiego folku! A prawdziwie
polskimi emocjami w muzyce są według mnie nostalgia, rzewność,
romantyzm i przestrzeń. Polacy są mistrzami budowania nastroju!
Jak
publiczność reaguje na grającą jazz gitarzystkę? Można byłoby wysunąć
tezę, że muzykę tę tworzą w znakomitej większości mężczyźni, a
towarzyszące im kobiety to wokalistki...
To pytanie od wielu lat
powraca do mnie jak bumerang. Obecnie tworzy bardzo mało gitarzystek
jazzowych, można zatem powiedzieć, że na rynku muzycznym jestem dość
unikatowym produktem. Promocji muzyki jazzowej służą fantastyczne
inicjatywy, na przykład - odbywający się w Gdyni – „Ladies Jazz
Festival”, niemniej jednak kobiety w jazzie to głównie wokalistki.
Zawód
instrumentalistki jest profesją wymagającą poświęcenia, a jednocześnie
nie dającą pewności i poczucia bezpieczeństwa. Wymaga siły,
determinacji i bardzo ciężkiej pracy.
Jak odbiera Panią polska publiczność? Czym różnią się wielbiciele jazzu w Polsce od publiczności w Europie Zachodniej?
Publiczność
w Polsce jest wspaniała, w trakcie koncertu odczuwam wielkie
zaangażowanie moich słuchaczy. Polacy są skupieni, słuchają, reagują i
komentują, a to dla muzyka dowód, że jego twórczość jest rozumiana i
podziwiana. To nie jest tylko moje zdanie, ale wielu światowej sławy
muzyk ów. Jeśli chodzi o moje doświadczenia w salach koncertowych
Europy, to są one również niesamowite. Nie zapomnę głośnego
westchnienia austriackiej publiczności po tym, jak zagrałam bardzo
nastrojową balladę. W trakcie koncertu w niemieckim Hilden tłum
melomanów zgodził się słuchać występu na stojąco, aby na sali mogło
zmieścić się więcej osób. Na jednym z występów w Grecji musiałam
bisować aż 4 razy!
Rozmawiała Agnieszka Winowiecka.