Cogito 10/2004

Cogito: Wolisz Krzysztofa czy Krzysia?

Krzysztofa Górniak: Zdecydowanie Krzysia.

Cogito: To po ukochanej pana Wołodyjowskiego?

KG: Zgadłaś. Mój tata uwielbia Sienkiewicza.

Cogito: Ale ty zamiast pisać powieści postanowiłaś zostać muzykiem jazzowym.

KG: Najpierw zdecydowałam, że będę artystą. Taki wybrałam sobie zawód, kiedy miałam pięć lat. Zaczęłam od malowania, póĄniej zafascynowała mnie muzyka. Pamiętam, że jako małe dziecko przemierzałam długie dystanse do pracy mojego taty, żeby tam pograć godzinę czy półtorej na pianinie, bo w domu go nie było.

Cogito: A skąd się wzięła gitara?

KG: Przypadkiem, choć może to było przeznaczenie. Kiedy zdawałam do szkoły muzycznej na pianino nie było już miejsc. Mogłam wybrać sobie wiolonczelę albo gitarę. Nie wiedziałam, jak wygląda wiolonczela, więc padło na gitarę.

Cogito: Ale chyba nie elektryczną!

KG: Nie, najpierw klasyczną. Elektryczną odkryłam trochę póĄniej. Kiedy miałam szesnaście lat dostałam od kolegi bilet na Jazz Jamboree, na koncert Michaela Breckera. To było porażające. Wiedziałam już, że moją muzyka jest jazz. Tak się zaczęło.

Cogito: I to nieĄle, skoro kilka lat póĄniej dostałaś się na wydział jazzu Uniwersytetu Muzycznego i Sztuki Dramatycznej w Grazu w Austrii.

KG: Ale na Akademii Muzycznej w Katowicach mnie nie chcieli. Teraz jestem wdzięczna profesorom w Katowicach, że mnie odrzucili. Może inaczej nie odważyłabym się na wyjazd.

Cogito: A co skłoniło Cię do powrotu?

KG: Właściwie wróciłam ze względu na rodzinę. Wcześniej myślałam raczej o Londynie albo Nowym Jorku. Ale nie narzekam. Choć nie czuję się specjalnie zakorzeniona i wolę mówić o sobie “obywatel Europy”, to jednaj gdzieś głęboko czuję się Polką. I muszę do Polski wracać.

Cogito: Obywatel Europy w tak niekosmopolitycznym kraju jak Polska musi się bardzo dusić?

KG: Mam nadzieje, że Polska - po wejściu do Unii - stanie się bardziej otwarta. Choć na razie się na to nie zanosi. Przynajmniej dopóki nie wybudujemy autostrad. Jest mi bardzo przykro z powodu tych autostrad - w każdym europejskim kraju są niezbędne.

MF: Widzę, że z twojej artystycznej duszy przebija realizm. Bardziej niż idealistką jesteś realistką?

KG: O to trzeba zapytać moich przyjaciół. Słyszałam już na swój temat bardzo sprzeczne opinie. Raz, że jestem małym dzieckiem, kiedy indziej, że ostrą kobietą. Dwa w jednym.

Cogito: Chyba więcej niż dwa. Grasz, malujesz, fotografujesz, jesteś magistrem sztuki i filozofii. Kiedy miałaś czas na to wszystko?

KG: Uwielbiałam się uczyć i właściwie nic innego nie robiłam. Kiedy została mi tylko szkoła muzyczna, poczułam, że się duszę, że muszę robić coś jeszcze, żeby nie skurczyły mi się horyzonty. Dlatego zdałam na filozofię. I skończyłam je z pierwszą lokatą.

Cogito: Zawsze byłaś prymusem?

KG: A to Ąle? Przyznaję, że nigdy nie miałam problemów w szkole...

Cogito: Nawet z matematyką?

KG: Matematyka i logika, są dla mnie bardzo łatwe. Z polskiego też dostałam na maturze piątkę.

Cogito: Tęsknisz, więc za studiami?

KG: Nie. Choć miałam pomysł, żeby robić doktorat z filozofii. Może kiedyś, jak będzie mi się chciało... Na razie wystarczy mi muzyka.

Cogito: I Diuna, twój klub muzyczny w Warszawie.

KG: To kolejne marzenie, które udało mi się spełnić. Od dawna chciałam mieć własne miejsce, w którym będę mogła grać. Poza tym zawsze mnie denerwowało, że właściciele klubów muzycznych z reguły nie znają się na muzyce, więc promują nie to, co jest dobre, ale to, co dobrze się sprzedaje. Nie chodzi o to, jak się gra, tylko czy umie się zagadać. Mój klub promuje szeroko rozumianą sztukę - stawiam na jakość, nie gatunek, więc oprócz jazzu w Diunie można usłyszeć właściwie każdy gatunek muzyki od awangardy do elektroniki. Oczywiście wszystko na wysokim poziomie.

Cogito: Zajmujesz się w Diunie tak przyziemnymi sprawami jak menu?

KG: Nie, bo u nas nie ma jedzenia (śmiech). Jest za to szeroki wybór drinków, ale i tak najlepiej schodzi piwo. A tak poważnie - w klubie pomagają mi bardzo menadżerowie, ale oczywiście lubię wiedzieć, co jest grane.

Cogito: Tak jak w twoim zespole?

KG: Nie mam tam władzy absolutnej, ale rzeczywiście musi być ktoś, kto ma ostatnie słowo.

MF: I tym kimś jesteś ty?

KG: Nie da się ukryć. Ale jednak jestem kobietą i mam prospołeczne odruchy. To raczej mężczyĄni marzą o władzy absolutnej. Chociaż czasami zarzuca mi się...(śmiech).

MF: Feministki są pewnie z Ciebie dumne?

KG: Ja nie jestem feministką. Dla mnie liczy się osobowość, nie płeć.

MF: Zdaje się, że dla feministek również. Dlatego np. nie podoba im się, że kobietom w jazzie trudniej jest się przebić.

KG: Nie uważam by kobietom było trudniej przebić się w jazzie, bardziej chodzi o trudności wynikające z zawodu muzyka jazzowego i długą drogę jaka trzeba przebyć, aby osiągnąć sukcesy.

MF: A może kobiety po prostu póĄniej zaczynały?

KG: To prawda, że kiedyś świat zdominowany był przez mężczyzn, a kobietom nie wolno było malować, czy zajmować się sztuką. Ale zdarzały się wyjątki. Przecież Joanna d’Arc się zdarzyła.

MF: I Ąle skończyła...

KG: Wielu mężczyzn też Ąle skończyło. Ja nie zagłębiam się w genders. Wolę zajmować się sztuką.

Cogito: A czy Twój mężczyzna też musiałby zajmować się sztuką?

KG: Mój mężczyzna akurat zajmuje się sztuką, ale to nie jest konieczny warunek. Na partnera wybiera się kogoś, kto do nas pasuje. Zawód nie ma znaczenia.

Cogito: A narodowość?

KG: Byłam już w związkach międzynarodowych. I jedyny problem, jaki zauważyłam, to bariera języka. Znam angielski i niemiecki, ale najintymniejsze uczucia najlepiej wyrażam po polsku.

Cogito: Na przykład dopóki śmierć nas nie rozłączyć?

KG: Tego jeszcze nie miałam okazji powiedzieć. Choć oczywiście wierzę w miłość na całe życie - najlepszym przykładem są moi rodzice. W życiu oczywiście niczego nie można być pewnym
na sto procent.

Cogito: Więc nie można wiedzieć?

KG: Tylko wierzyć, ale to już bardzo dużo. Energia, jaką w sobie nosimy, może zdziałać cuda. Jestem przekonana, że dobro zawsze do nas wraca, tak samo jak zło. DĄwięki, barwy, przedmioty, jakimi się otaczamy obdarzają nas swoją energią. Pozytywną albo negatywną. Jeśli ktoś ma w małym pokoju połyskliwą meblościankę z lat 70., codziennie patrzy na ten stary laminat i nic z tym nie robi, to świadczy o tym, jakim jest człowiekiem, jaka jest jego duchowość.

Cogito: A jaka muzyka emanuje złą energią?

KG: Muzyka działa na sferę uczuć i jest w stanie wygenerować wszystko: agresję, strach, namiętność. Jest taka muzyka, która mnie przeraża. Źle wpływa na aurę. Na szczęście szybko ją rozpoznaję i wymykam się jej energii.

Cogito: A masz czasem muzyki dość?

KG: Tak. I wtedy ją wyłączam. Tęsknię do ciszy. John Cage zbadał, że nie ma ciszy absolutnej. Zawsze słyszymy dĄwięki, choćby te, które wytwarza nasze ciało, na przykład krążenie. Więc z marzeniami o zatopieniu się w ciszy możemy się pożegnać.

Cogito: Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Magda Felis

zamów z

merli amazon shop